Takich krajobrazów, zabytków i wysp nie ma nigdzie indziej w okolicach Morza Śródziemnego. Grecja to obowiązkowy punkt na mapie każdego podróżnika. Osiem dni podróży, dwa tysiące kilometrów i niezliczona ilość antycznych budowli. Na taką wycieczkę zdecydował się szczeciński ekonomista Michał Nemś, wraz z kolegą.

Głównym punktem programu było zwiedzanie. Mieli wyznaczona trasę, zarezerwowane hotele i auto do dyspozycji. Ich trasa obejmowała kultowe miejsca Grecji, odwiedzili między innymi: Ateny, Delfy, Korynt, Meteory i Riwierę Olimpijską. Po wylądowaniu w Salonikach, wsiedli do wynajętego auta i wyruszyli w drogę. Pierwsze co ich zaskoczyło, to przydrożne kapliczki stawiane ofiarom wypadków samochodowych. Grecy jeżdżą bardzo niebezpiecznie. Kolejnym szokiem były znaki drogowe.

- Do końca pobytu obserwowaliśmy, że kierunkowskazy, szczególnie te, które prowadzą w miejsca ważne dla turystów, są w 99% poniszczone – wspomina Michał Nemś. - Skutecznie zamazane, powyginane, podrapane!

Kuchnia grecka słynąca ze wspaniałych potraw to jeden powodów dla którego warto odwiedzić ten kraj. Jest prosta, zdrowa i bogata, często używa się czosnku, oliwy z oliwek, liści winorośli, warzyw, baraniny i ryb. Szczecińscy turyści postanowili, że w czasie całej podroży będą stołować się tylko w autentycznych greckich tawernach nie dla turystów.

- Mój kolega jest specjalistą w wyszukiwaniu tego typu miejsc – opowiada Michal Nemś.-Praktycznie w każdym mieście, w którym byliśmy, stołowaliśmy się właśnie w knajpkach dla autochtonów. I zazwyczaj te niepozorne, mało zachęcające knajpki serwowały wspaniale potrawy.

Grecja to oczywiście pyszna sałatka grecka z grubym, nie pokrojonym plastrem sera feta, który smakuje zupełnie inaczej niż w Polsce. Do tego wino z tutejszych winnic, które obok oliwy z oliwek i sera jest sztandarowym produktem eksportowym Grecji. Wspaniałym dodatkiem do potraw jest też tzatziki - gęsty sos na bazie ogórków, czosnku i jogurtu.

- Pyszne są też suvlaki – takie mięso jagnięce na patyczkach – opowiada Nemś. - Jedyne co mnie nie zachwyciło to musaka - warzywna lazania, ale zupełnie bez smaku.

W kontaktach z tubylcami polscy turyści zaczęli rozumieć sens powiedzenia „udawać Greka”.

- Są uprzejmi, pomocni do tego stopnia, że przy zapytaniu o drogę nawet nie znając kierunku chętnie go pokazują. Ogólnie ciężko porozumieć się z nimi w obcym języku. Niemiecki niekoniecznie, angielski trochę. Nie było łatwo! – mówi.

Mieszane uczucia towarzyszyły im w Atenach z monumentalnym Akropolem. Prawdziwym wyzwaniem było przedarcie się przez centrum miasta.

- „Przedrzeć się” w przypadku Aten to dobre określenie - śmieje się szczecinianin. – Ateny to ogromny hałas, ruch, tłumy turystów i kurz, ale gdy się już do nich przywyknie, miasto odkrywa swoją drugą twarz, pełną magii przeszłości, gdzie każdy kamień ma swoją historię.

W Atenach niestety jest brudno. Grecy wyrzucają przez okna samochodów tony śmieci, których nikt potem nie sprząta, nie potrafią też porządnie budować (wszystko wygląda jak niewykończone). Trzeba też uważać na złodziei.

- Niezbyt ciekawym widokiem są tez grupy natrętnych prostytutek, ustawionych wzdłuż głównej drogi na Akropol – wspomina Nemś. - Na szczęście to już ostatni, przykry akcent tej wyprawy.

Akropol wznosi się wysoko ponad Atenami. Jest piękny, klasyczny i oszałamiający. Ze wzgórza wyrastają szarobiałe wapienne skały, obwiedzione u szczytu potężnym murem, nad który wznoszą się kolumny i ściany Partenonu, Erechtejonu, Propylei. Potrzeba sporej wyobraźni, żeby „zobaczyć” świątynie i posągi greckie takimi, jakie były przed tysiącami lat, kolorowe, z wymalowanymi oczami, ustami, podkolorowanymi policzkami. Dzisiaj Akropol i greckie zabytki są białe, farbę przez wieki spłukały deszcze, wypaliło słońce, przewiał wiatr.

W czasie podroży turyści odwiedzili też Epidauros, w którym mieści się teatr. To czwarty po Atenach, Delfach i Olimpii zespół antycznych budowli Grecji. Ma 55 rzędów ław dla 14 tysięcy widzów, wbudowanych w łagodne zbocze.

- W doskonałym stanie jest cała widownia i kolista orchestra – opowiada Michał. - O sławie teatru decyduje fenomenalna akustyka, budząca zdumienie i zachwyt. Stojąc kilkadziesiąt metrów w dole i mówiąc półgłosem, będziemy doskonale słyszani w każdym miejscu widowni! – dodaje.

Kolejnym zachwycającym miejscem na trasie szczecińskich turystów były Meteory. Jeden z cudów naszej planety. To dwadzieścia kilka klasztorów zawieszonych na potężnych skałach wyrasta niespodziewanie na jednej z nielicznych w Grecji równin. Czynnych klasztorów zostało niewiele, w jednym mieszka tylko jedna mniszka. Nawet dzisiaj, przy użyciu najnowszego sprzętu alpinistycznego zdobycie pionowych skał nie jest proste. Trzeba pamiętać, że nie można tu wejść w szortach, krótkich spódniczkach czy z odkrytymi ramionami. Mnisi wypożyczają długie do kostek spódnice.

- Wspinaliśmy się dziesiątkami schodków, aż doszliśmy do mostku zawieszonego nad przepaścią. O dziwo był zabezpieczony. Mostek prowadził do drzwi klasztoru przed którymi był mały, okrągły punkt widokowy. Murki sięgały nam kolan, dookoła przepaść, którą szacuję na kilkadziesiąt metrów. Wrażenie jest niesamowite! – mówi zachwycony.

Wyprawa kończy się na Riwierze Olimpijskiej. Zmęczeni, ale bardzo usatysfakcjonowani podróżnicy ostatnie dwa dni spędzili wygrzewając się na plaży i odpoczywając.

- Nie da się opowiedzieć o wszystkim co zobaczyliśmy i zwiedziliśmy – mówi. – Wprawa „Fly and drive” z oferty biura podroży Columbus Tour była bardzo udana, pełni wrażeń wróciliśmy do Szczecina – podsumowuje swój wyjazd Michał.

Prestiż  
Czerwiec 2010